KOBIETA Z BŁYSKAWICĄ

Podziel się artykułem:
  • 80
    Udostępnienia

Kiedy plemnik łączy się z komórką jajową – powstaje życie.
Znacie to? Pro – lifowcy nazywają je dzieckiem, pomimo, iż z medycznego punktu widzenia – to tylko zygota. Jako matka i jako kobieta, która doświadczyła w życiu wielu aspektów macierzyństwa – powiem Wam, jak wygląda pro – life i katolicka ochrona życia poczętego, w praktyce.

Zachodzisz w ciążę? Nosisz w sobie życie!

PORONISZ? Poklepią Cię po ramieniu i powiedzą, że Bóg tak chciał. Właściwie to jeszcze nie był człowiek, a jedynie medyczny odpad do utylizacji, albo spuszczenia w kiblu. Nie ma o czym mówić! Jeśli ciąża bardziej zaawansowana i uprzesz się, żeby pochować – to ksiądz co najwyżej pokropi, ale w pochówku udziału nie weźmie. Bo dla księdza, nawet dwudziesto tygodniowy płód – to przecież jeszcze nie dziecko. Pro – life nie ulży Ci w cierpieniu. Nikogo nie interesuje, co stanie się z „dzieckiem”. Nie odwiedzi Cię żadna Kaja Godek, nie pocieszy Krzysiu Bosak, ani nie obroni Bąkiewicz. Nikt nie zrobi „dziecku” zdjęć i nie wywiesi na bilbordach. Nikt też nad nim płakał nie będzie. Nikt nie zainteresuje się wyłyżeczkowaną macicą. Ani zbolałą duszą.

Oprócz Ciebie, Twój ból – jest tylko Twój. Ale pamiętaj, żeby nie cierpieć zbyt długo. To nie po katolicku. To społecznie nieakceptowalne.

DOKONASZ ABORCJI? Jesteś morderczynią! A abordowany zlepek komórek, z automatu stanie się dzieckiem!

Zabiłaś dziecko! Jesteś suką, zdzirą, szmatą. Pomimo, że decydując się na aborcję, ocaliłaś życie własne! Pomimo, że chciałaś uchronić siebie, rodzinę i to poczęte. Przed cierpieniem. Pomimo, że nie chciałaś osierocić pozostałych dzieci.

Fotografie takiego rozerwanego „dziecka” trafią na bilbordy w całym kraju! Wryją się w świadomość ludzi, jako krzyczący z bólu, rozrywany, różowy noworodek. Bo tak, za pomocą zdjęć, pochodzących z opracowań medycznych lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, przedstawia się aborcję. Dla wzmocnienia efektu. Nie masz prawa czuć, decydować i cierpieć!

Odczłowieczą Cię i pochowają za życia! Obrońcy życia…

URODZISZ? Ksiądz ochrzci, za „co łaska”. Zdrowe – fajnie. Pamiętaj o chrzcie!

Chore? Niech umiera. Na Twoich oczach…

Cierpi? Bóg tak chce. Ty cierpisz? Czas leczy rany, weź się w garść. To tylko chwila. Leki uśmierzą ból. Twój psychiczny także…

Dziecko nie ma połowy główki? Nie patrz! Nie ma na co! Cierpi? Leki znieczulające pomogą. I tak długo nie pożyje. Ważne, że poród się odbył!

Pogrzeb? Jak ochrzczone to i pochówek będzie. Za „co łaska”Połóg? Normalna rzecz po porodzie! Pokarm? Są farmaceutyki, powstrzymujące laktację. Nie dramatyzuj!

Trumienka? Wyprawka pogrzebowa? Rodzina pomoże.

A Ty się weź w garść, w domu dzieci, mąż, obowiązki. I pamiętaj, żeby na cmentarz pójść w listopadzie. A wtedy spełnisz swój obowiązek chrześcijański. Jak prawdziwa matka – katoliczka.

Przeżyje? Cierpisz cale życie, patrząc jak cierpi Twoje dziecko…

I nie ma pomocy. Obronione życie poczęte, na dalszym etapie – nie obchodzi nikogo…

Jesteś sama. Zmęczona, wyobcowana, odhumanizowana. Skazana na wieczne żebranie o każdy grosz. I robisz to, bo kochasz bezgranicznie. Bez słowa skargi. Także z obawy, żeby nie usłyszeć, że jesteś wyrodną matką. Ze strachu przed kościółkowym ostracyzmem. Bo to nie katolickie – skarżyć się na dany przez Boga krzyż…

A wtedy nie ma już obrońców życia. Ani biskupów. Ani rycerzy Chrystusa. Ani obrońców Maryi. Ani polityków…

Często nie ma też męża, partnera, ani przyjaciela. I kiedy krzyż staje się za ciężki…

…zabijasz własne, dorosłe już dziecko. Z bezsilności, ze strachu przed przyszłością tego dziecka, kiedy Ciebie zabraknie…

Wolisz więc oddać je pod opiekę Bogu, zanim Bóg zabierze mu Ciebie.

Żeby nie umierało za życia w Domu Opieki.

To kochani pro – lifowcy jest życie. A opisany na końcu przypadek – autentyczny. Kobieta z mojej miejscowości, zabiła niepełnosprawna, dorosłą córkę, a potem popełniła samobójstwo!!!

I na koniec taka refleksja.

Żeby porównywać aborcję z egzekucją zakładników w krajach islamskich – trzeba być niedojrzałym gówniarzem, niepotrafiąca poradzić sobie z niepełnosprawnością dziecka Kają Godek, bezdzietną cnotliwą starą panną, albo chłopem bez jaj pokroju Bąkiewicza!!!

Istnieje też inna opcja.

Trzeba być zwyczajnie porąbanym. Bo łatwo kłaść na czyjeś barki krzyż, którego się nigdy nie dotykało.

Porzućmy strach!

Tekst opublikowany za zgoda autorki: Marta Morka – Facebook

Zostaw komentarz

Podziel się artykułem:
  • 80
    Udostępnienia

Dodaj komentarz