Rządowy program „Lot do domu” stanowi zagrożenie nie tylko dla pasażerów, ale również załogi samolotów.

Podziel się artykułem:
  • 115
    Udostępnienia

Na warszawskim Okęciu w niedzielę po południu wylądował pierwszy samolot z obywatelami Polski wracającymi z Londynu. Jak poinformował rzecznik LOT Michał Czernicki, w niedzielę po Polaków wyruszą kolejne samoloty. Dwa polecą do USA, a po jednym do Kanady, Wielkiej Brytanii, Portugalii i na Sri Lankę.

Aż 12 tysięcy Polaków zgłosiło chęć powrotu do kraju za pośrednictwem strony Polskich Linii Lotniczych LOT. Powroty do kraju odbywają się w ramach rządowego programu „Lot do domu”.

Niestety nie pomyślano, że chętnych będzie wielu i samoloty będą zatłoczone. Co stanowi doskonałe środowisko dla wirusa do rozmnażania się. Nie zadbano również o obsługę lotu.

Kraj jest w zawieszeniu, wszyscy mają siedzieć w domach a nas wciskają do pełnych samolotów i każą robić regularny serwis. To chyba jakiś żart! Są już u nas osoby, które miały kontakt z zarażonymi i nikt im nie robi testów. To po co to zamknięcie granic? Żebyśmy my poroznosili?

pisze Związek Zawodowy Personelu Pokładowego i Lotniczego na Twitterze.

Pracownicy pokładowi podkreślają jednocześnie, że wśród personelu są osoby, które miały już kontakt z zarażonymi nowym koronawirusem, jednak nikt nie wykonał im testów. „To po co to zamknięcie granic? Żebyśmy my poroznosili?”, pytają związkowcy.

W planach naszych załóg, które miały kontakt z kimś zarażonym i mają nakaz sanepidu, pojawił się nowy kierunek: COVID. Trochę dziwne, że pobyt tam nie jest przewidziany na 14 dni tylko krócej. Potem do samolotu i lot do domu. Poważnie?

Tak wyglądała załoga ochotników lankijskich linii lotniczych, która poleciała do Wuhanu po swoich rodaków. U nas kilka masek na pokładzie i dwa żele odkażające na samolot z prawie 300 pasażerami. Tak się nie lata w czasie zarazy. Chyba będzie u nas wysyp zwolnień lekarskich…

Zostaw komentarz

Podziel się artykułem:
  • 115
    Udostępnienia

Dodaj komentarz