Żądza zemsty, która kieruje panem Zbyszkiem, jest porównywalna tylko z tą prezesa.

Podziel się artykułem:
  • 93
    Udostępnienia

Nie udało się zemścić na lekarzach, którzy operowali ojca pana Ziobro, może uda się zemścić na nauczycielce, która zdjęła krzyż.

Ta sprawa pokazuje wyraźnie jak pisowskie państwo może nękać każdego obywatela, który nie podoba się partii. Niezależnie od wyroków sądowych.

Minister Ziobro uwziął się na Grażynę Juszczyk, nauczycielkę z Krapkowic. To ona w 2013 roku zdjęła krzyż wiszący na ścianie pokoju nauczycielskiego. Uznała, że jest to naruszenie jej wolności światopoglądowej w miejscu pracy.

W odpowiedzi zaczęły się prześladowania w miejscu pracy. W trakcie rady pedagogicznej nazywano ją złodziejką sugerując, że ukradła krzyż. Dyrektorka szkoły mówiła, że w Polsce nie ma miejsca dla osób, którym przeszkadza krzyż. W lokalnej gazecie pojawiały się artykuły atakujące nauczycielkę.

Nauczycielka poszła do sądu, który uznał, że była szykanowana w miejscu pracy z powodu swojego światopoglądu. Sędzia stwierdziła, że to, co spotkało Grażynę Juszczyk to „lincz”.

Wyrok potwierdził Sąd Apelacyjny, a ostatecznie – Sąd Najwyższy.

Ale wtedy wkracza minister Ziobro, który uważa, że „prawo prawem, ale racja musi być po naszej stronie”.

I składa kasację nadzwyczajną do Sądu Najwyższego. Czyli wykorzystuje instrument prawny wprowadzony przez PiS, który umożliwia podważenie każdego wyroku.

Minister Ziobro wybrał sprawę nauczycielki, obecnie na emeryturze.

Przy czym minister kreuje się na „obrońcę krzyża”. Co jest kłamstwem, bo sąd w ogóle nie rozpatrywał tego czy katolicki symbol może wisieć, czy też nie powinien. Przedmiotem postępowania było szykanowanie w miejscu pracy z powodu światopoglądu. Sama sędzia w uzasadnieniu podkreśliła, że dokładnie na taki sam wyrok mogłaby liczyć osoba będąca obiektem linczu z powodu powieszenia krzyża, a nie jego zdjęcia.

Jednak prawicowe media już tytułują ministra niemalże świętym „niezłomnym obrońcą krzyża”.

To nie pierwszy raz, gdy Ziobro nagina jakiekolwiek zasady sprawiedliwości, by postawić na swoim. W ten sam sposób potraktował sprawę drukarza z Łodzi, który odmówił obsłużenia klientów, bo byli oni nieheteroseksualni. Kiedy wszystkie sądy podtrzymały orzeczenie, że tak nie można Ziobro zwrócił się do kontrolowanego przez PiS Trybunału Konstytucyjnego. A ten uznał za niekonstytucyjny przepis chroniący przed dyskryminacją w usługach. Tak, jak minister sobie życzył.

Od tamtej pory można wywiesić na drzwiach kartkę „nie obsługujemy…” i tutaj wymienić kogokolwiek: gejów, obcokrajowców, czarnoskórych. Ale także np. katolików, lub wyborców PiS. W ten sposób Ziobro uprawomocnił dyskryminację.

Natomiast sprawa Grażyny Juszczyk pokazuje wyraźnie jak PiS traktuje prawo – sprawiedliwość sprawiedliwością, ale wyrok musi być po naszej myśli!

„Jestem tym przerażona i uważam, że jako szary obywatel doświadczam prześladowania ze strony państwa. Tak się właśnie czuję” – mówi Grażyna Juszczyk.

I to samo może stać się z każdym obywatelem, który odważy się przeciwstawić Jedynej Partii.

Zostaw komentarz

Podziel się artykułem:
  • 93
    Udostępnienia

Dodaj komentarz