„Wszędzie tam, gdzie jest Kościół, jest pedofilia”

Podziel się artykułem:
  • 284
    Udostępnienia

Rozmowa z adwokatem Januszem Mazurem, pełnomocnikiem Arka, ofiary ks. pedofila Pawła K.

– Przed bydgoskim Sądem Okręgowym zapadł wyrok w sprawie odszkodowania dla ofiary księdza pedofila. Dlaczego były ministrant domagał się 300 tys. zł od kurii wrocławskiej i bydgoskiej?

– Roszczenie dotyczy zadośćuczynienia za brak nadzoru i niezgodne z prawem postępowanie biskupów we Wrocławiu i w Bydgoszczy. Umożliwiło ono księdzu Pawłowi K. poznanie w latach 2006 – 2009 Arka, a potem jego molestowanie. Ksiądz Paweł K. był pedofilem, o czym wcześniej wiedziała archidiecezja wrocławska. Kuria bydgoska natomiast godząc się na przeniesienie ks. Pawła K. z Wrocławia do Bydgoszczy powzięła wiedzę, że jest on pedofilem, człowiekiem niebezpiecznym dla zdrowia, a nawet życia dzieci. Kuria wiedziała, że toczy się wobec niego postępowanie karne i że to główna przyczyna i powód przeniesienia księdza K. z Wrocławia do Bydgoszczy. To postępowanie zostało wszczęte w 2005 r. i trwało do 2010 r. W tym czasie ksiądz Paweł K. konsekwentnie przygotowywał Arka do molestowania, a kiedy w roku 2009 został wyrzucony z Bydgoszczy, to korzystał z tej zależności i doprowadził do przemocy fizycznej i gwałtów.

– To się działo już w 2005 roku?!

– Tak. I od tej chwili ks. Paweł K. powinien być zawieszony we wszelkich czynnościach związanych z posługą z dziećmi!

Czy dzisiaj w Polsce adwokat musi się wykazać dużą odwagą, żeby bronić ofiarę kościelnego pedofila?

– Nie, bo adwokat, żeby mógł dobrze wykonywać swój zawód, w ogóle musi być odważny. To oczywiste, że każdy ma prawo do obrony. W tym ofiary księży pedofilów czy zakonników pedofilów. Takie sprawy nie wymagają szczególnej odwagi, raczej wyjątkowego zaangażowania. Są bowiem bardzo, bardzo trudne.

Dlaczego?

– Ponieważ pedofilię przez lata ukrywano, a raczej wiedza o tym zjawisku nie była powszechna. Zresztą nie tylko w Kościele inaczej ją traktowano. Sam dawno temu prowadziłem jako obrońca sprawę pedofila – tłumacza, który nie tylko wykorzystywał małoletnich, ale jeszcze kontaktował ich z pedofilami z Zachodu. I traktowano to jako drugorzędnego rodzaju występek. Ale od tamtego czasu zmieniła się moralność. Jesteśmy bardziej wrażliwi na krzywdę człowieka, a dziecka w szczególności.

Ale chyba i kiedyś, i teraz dużo łatwiej walczyć z pedofilią w szkole niż w Kościele.

– Kościół otoczył się szczelnymi murami: murem konkordatu i murem kodeksu kanonicznego. Te mury wspierane są dodatkowo przez instytucje państwa polskiego. Państwa, które niby jest świeckie, ale tak naprawdę coraz bardziej kościelne. Prokurator z całą bezwzględnością będzie ścigał nauczyciela pedofila. Ale już wobec księdza wykorzystującego dzieci zacznie postępować według innych standardów.

Co jest ważniejsze: polski Kodeks karny czy Kodeks prawa kanonicznego?

– Duchownych, tak jak innych polskich obywateli, obowiązuje przede wszystkim polski Kodeks karny, wszystkie ustawy i polska konstytucja. Kodeks kanoniczny jest wobec nich podrzędny, nie jest w Polsce obowiązującym prawem.

Jednak Kościół polski do winy się nie poczuwa. Abp Michalik powiedział: „Do zobowiązań finansowych Kościół nie może się poczuwać, odsyłamy do winowajcy. Co innego moralne zadośćuczynienie i pomoc ofiarom”.

– Duchowny Kościoła katolickiego jest w pełni zależny od swojego przełożonego. Pracuje tam, gdzie biskup go pośle. Musi prosić o zgodę, żeby pójść na urlop czy na studia. Kościół to instytucja silnie zhierarchizowana. Jak wojsko. Przyszłoby komuś do głowy, że dowódca nie odpowiada za swojego żołnierza?

– Wiem, że nie może pan mówić o szczegółach, bo proces był niejawny, ale czy biskupi: Marian Gołębiewski, Edward Janiak i Jan Tyrawa, którzy w tej sprawie zeznawali przed sądem, w przekonywujący sposób tłumaczyli swoje decyzje związane z księdzem Pawłem K.?

– Wręcz odwrotnie. Unikali konkretnych odpowiedzi, gubili się w nich. Z fragmentów ich obszernych wypowiedzi, bardzo nieszczerych, można kategorycznie przyjąć, że oni wiedzieli o pedofilskich skłonnościach ks. Pawła K. od co najmniej 2005 r. do czasu, kiedy ksiądz K. poszedł do więzienia. Biskupi zasłaniali się niepamięcią, brakiem wiedzy, co jest nieprawdą, ponieważ dokumenty, które zostały dołączone do akt sprawy, w tym dokumenty znajdujące się w aktach osobowych księdza K., ewidentnie temu zaprzeczają. Są to bardzo wiarygodne i przekonywujące dowody na wiedzę biskupów o skłonnościach pedofilskich Pawła K.

– Czy ten proces i wyrok wyróżniał się czymś szczególnym?

– Rozstrzygnięcie sądu jest o tyle precedensowe, ponieważ uznaje bezpośrednią odpowiedzialność kościelnych osób prawnych reprezentowanych przez biskupów za ich zachowanie, a nie za zachowanie księdza Pawła K. Można powiedzieć, że gdyby – nawet teoretycznie – ks. K. nie molestował dzieci, ale byłby zagrożeniem dla tych dzieci, to samo to zagrożenie i wiedza biskupów, że mają u siebie pedofila i przenoszą go z parafii do parafii, z diecezji do diecezji i umożliwiają mu obcowanie z dziećmi, wśród których mogą być potencjalne ofiary, prowadzi do bezpośredniej odpowiedzialności biskupów. Sąd przyjął winę osoby prawnej, czyli bezpośrednią winę diecezji reprezentowanych przez biskupów. Szkodę mojemu klientowi wyrządziły nie tylko zachowania księdza, ale także zachowania biskupów – reprezentantów diecezji. To jest wyłom w dotychczasowym orzecznictwie. Obie diecezje wykazywały przez cały czas procesu, że musimy udowodnić wiedzę biskupów, że ks. K. molestował konkretne osoby oraz brak ich nadzoru nad nim. Sąd natomiast przyjął winę osoby prawnej – obu diecezji – winę nieumyślną, lekkomyślność, wręcz niedbalstwo biskupów, którzy zlekceważyli sygnały płynące od społeczeństwa, prokuratury i księdza K. Biskupi reprezentujący diecezję to wszystko zlekceważyli i pozwolili na to, żeby ksiądz pedofil działał w strukturach Kościoła katolickiego w jednej i drugiej diecezji.

– Czy na podstawie tego procesu można powiedzieć, że polscy biskupi walczą z pedofilią w Kościele?

– Absolutnie nie. Ten proces ewidentnie wykazał, że oni przez lata lekceważyli i chyba nadal lekceważą ten problem. Podczas procesu nie było ani jednego gestu, woli naprawienia szkody czy żadnej refleksji ze strony biskupów z obu diecezji, żeby nie tylko naprawić szkodę, ale żeby dać – na przyszłość – przykład innym diecezjom i całej instytucji Kościoła katolickiego, że oni chcą z tym problemem coś zrobić. Poprzez nagłośnienie medialne tego procesu można było powiedzieć: „Basta! My, biskupi bierzemy się za to”. Dowodem na lekceważenie tego problemu było również to, że Paweł K. dopiero niedawno przestał być księdzem. To nastąpiło dopiero w ubiegłym roku! A przypomnę, że już w 2010 r. zapadł pierwszy prawomocny wyrok skazujący księdza Pawła K., a w 2015 kolejny, skazujący go na siedem lat więzienia. Trzeba było czekać jeszcze kilka lat na to, ażeby hierarchowie zdecydowali się na wyrzucenie Pawła K. z szeregów duchownych. To przykład arogancji, pychy, lekceważenia. On powinien być wyrzucony z kapłaństwa co najmniej dziesięć lat wcześniej! Gdyby tak się stało, nie byłoby jego kolejnych przestępstw i kolejnych ofiar.

Źródła: Tygodnik Powszechny , Gazeta pomorska

Foto: Internet

Zostaw komentarz

Podziel się artykułem:
  • 284
    Udostępnienia

Dodaj komentarz