Roman Giertych kontratakuje!

Podziel się artykułem:

We wtorek odbyła się rozprawa w budynku Sądu Najwyższego, gdzie Roman Giertych stanął przed Izbą Dyscyplinarną  w sprawie wypowiedzi na temat Donalda Tuska i braku podstaw do postawienia mu zarzutów w sprawie katastrofy smoleńskiej. 

Rozprawa ta była obfita w wydarzenia, które w każdym normalnym kraju nie miałyby prawa wystąpić. Mieliśmy więc skład “sędziowski”, który obraził się na pana Romana. Mieliśmy sytuacje, gdzie Giertych nie mógł wrócić na salę rozpraw, gdzie przecież sprawa dotyczyła jego samego. Mieliśmy interwencje policji.

Cale zajscie opisaliśmy w tym artykule “Niecodzienna sytuacja! Izba Dyscyplinarna strzela focha, policja interweniuje, a Giertych dostaje karę!”

Dziś na swojej stronie Facebook Roman Giertych opublikował “ List do tzw. sędziów tzw. Izby Dyscyplinarnej SN. “

Oto jego treść: 

List do tzw. sędziów tzw. Izby Dyscyplinarnej SN.

Dostałem od osoby podpisującej się w imieniu tzw. Izby Dyscyplinarnej SN zaproszenie na wtorek. Z radością przybędę na zaproszenie tak znamienitych przedstawicieli obecnej władzy. A jako zagajenie naszej bez wątpienia miłej konwersacji chciałbym panom sędziom, którzy prowadzą jakieś postępowanie w mojej, zbrodniczej sprawie (za słowa, że nie ma podstaw do zarzutów dla Tuska za katastrofę smoleńską, a kto by Tuskowi zarzuty postawił to sam będzie mieć kiedyś zarzuty ) opowiedzieć anegdotę.

Gdy zaczynałem aplikację adwokacką mój patron, mec. Zdzisław Krzemiński opowiedział na wykładzie dla aplikantów (a było nas niecałe 30 osób) historię sprzed lat. Otóż pewnego razu dwóch aplikantów adwokackich protokołowało na zmianę na posiedzeniu sądu karnego w sprawię o znęcanie się. Protokołowanie w tamtych czasach (kto pamięta, to wie o czym mówię) łatwe nie było, gdyż pisało się wszystko ręcznie. Nudzili się więc młodzi adepci prawa setnie. Około godziny 13 sędzia odroczył o godzinę wydanie wyroku i udał się do baru na obiad, a aplikanci (kiesa pewnie była pusta) zostali na sali. Czekali i się nudzili. Aż postanowili zrobić numer. Jeden ubrał się w togę i łańcuch, a drugi wywołał sprawę trochę wcześniej. Weszli znowu na salę oskarżony i pokrzywdzona, a „sędzia” odczytał od razu wyrok. I „orzekł” że oskarżony zostaje skazany na karę śmierci. Oskarżony zemdlał, a pokrzywdzona zaczęła krzyczeć, że wycofuje zeznania i nie chce, aby oskarżonego „Wysoki Sąd” jej wieszał. Na ten moment wrócił sędzia.

I tu mec. Zdzisław Krzemiński zawiesił głos. Wszyscy czekaliśmy na pointę opowieści. Po chwili milczenia powiedział: „może niektórych dowcip ten rozśmieszył, ale aplikanci ci zostali wydaleni z adwokatury, skazani na dwa lata w zawieszeniu na trzy, a ostatnio jednego z nich spotkałem jak wydawał grzecznie palta w szatni sądowej. Widać ciągnęło go do sądu” – zakończył mec. Krzemiński.

Do zobaczenia we wtorek!

Roman Giertych

PS Słusznie Szanowni Czytelnicy zwracają uwagę, że szatniarz to funkcja odpowiedzialna, a ktoś kto raz ukradł togę czy łańcuch może skroić też palto. Dlatego też drodzy rzekomi sędziowie proszę nie traktować tej anegdoty jako obietnicy zatrudnienia.

Zostaw komentarz

Podziel się artykułem:

Dodaj komentarz